„Na zamówienie”

Organicznie wręcz nie znoszę robienia rzeczy na zamówienie. Poza niektórymi przypadkami :) Jestem w stanie ścierpieć „niemoje” zestawienia kolorystyczne, ale ingerencji w gotowe prace nie lubię. Jak mam wytłumaczyć, że żaden kolor nie jest przypadkowy, a zmiana jednego odcienia sutaszu na inny wymusza zmiany pozostałych kolorów koralików i nie tylko, a efekt końcowy wg mnie rzadko jest trafny. Jak mam wytłumaczyć, że odjęcie jednego koralika w bransie całkowicie zaburza efekt końcowy, i co z tego, że będzie krótsza o ten 1 cm, jak nie będzie to już moja bransoletka, z tym fajnym czymś. Ze wydłużenie tego wzoru kolczyków o 1cm wymusi wymyślanie nowego całkiem wzoru sutaszowej biżu. Jak mam tłumaczyć, że zamawiam niewielkie ilości tych samych półproduktów, bo przy tej różnorodności rynkowej nie jest się w stanie mieć wszystkiego i w zapasie, a powtórzenie podobnego wzoru – licząc pojedyncze zakupy u różnych sprzedawców (bo nigdy przenigdy nie kupię wszystkiego co trzeba w jednym miejscu) teoretycznie możliwe, ale w praktyce bardzo kosztowne – dochodzą koszta przesyłek tych poszczególnych półproduktów. Za dwa koraliki zapłacę niekiedy nawet 12zł (za przesyłkę). I pomnóżmy to przez 5 (średnia ilość źródeł dostawców półproduktów przy jednym gotowym produkcie).

Za to bardzo lubię wracać życie starym elementom biżu, wplatanie starego w nowe. Ekologicznie, nie zawsze ekonomicznie :), czasochłonnie, za to efekt końcowy – niepowtarzalny. Dawny wisiorek może stać się zawieszką w nowym naszyjniku albo bransoletce. Albo elementem koralikowej biżu. Sutasz jest bardziej wymagający – muszą być te nieszczęsne równiutkie Toho a nie pijane seadsy. Choć nie powiem, do niektórych projektów nierówność się przydaje. Wykorzystać można wiele rzeczy – warunek – muszą wyglądać dobrze, bez zarysowań i ubytków powłoki, muszą rokować przeżycie. Wierzę, że niosą dobrą energię, ktoś je zachował, nie wyrzucił, potraktował z szacunkiem, nadał wartość, mam skromną nadzieję, że dołożyłam też moją energię i miejsca, w którym jestem.

Niektóre uszkodzone metalowe elementy znajdują jeszcze inne zastosowanie – do decu w stylu retro. Jedna taka jaskółka powędrowała na ramkę obrazka decu, którą zachowałam w domu. Tak, nie kłamię, że rzeczy, które robię, dekorują również mój dom. To jest miłość, przyjemność, mimo pokłutych i posklejanych palców ;), i może też dlatego tak nie lubię zamówień pod dyktando – i bardzo mam ochotę w takich przypadkach powiedzieć – to proszę nauczyć się samemu szycia i dłubania i zrobić taką biżu, jakiej obraz tylko Pani ma w głowie. Ja w tej głowie nie siedzę, patrzę moimi oczami. Wymęczona biżu to jak dziecko podrzutek, niczyje, chowane ze wstydem, z wyrzutem sumienia. Kalekie dziecko, pozbawione wewnętrznego życia. Gdy tracę serce do projektu, to go zostawiam.

Lekkość powstaje w trakcie swobodnego tworzenia. Dajcie pracować artystom ;)

Reklamy

Informacje o sistermoon sisart

Świat fotografii, decoupage, biżuterii i kotów. Wymyślam i tworzę :) Strona autorska: www.sistermoon.art.pl
Ten wpis został opublikowany w kategorii Biżuteria. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s