Islandia, thrillery i druty

Dawno dawno temu szukałam unikatowych wzorów, im bardziej skomplikowane były, tym lepiej. Ażury, przekładanki, wyrabiane kolory. Nie ma jednak jak czysta forma. Prostota – patent, francuz, gładki, co najwyżej niewielkie ażury jako dodatek do warkoczy. Prosto – bo lubię. Bo piękne włóczki melanżowe cudnie prezentują się w prostych wzorach. Prosto – bo można równocześnie robić na drutach i czytać :) I to sedno największe lubienia – książka (może być elektroniczna) i drutki. Sezon w sam raz na dziergadełka. I namiętnej lektury. Thrillerów z akcentem kryminalnym lub smaczkiem horroru. Wykończyłam w ten sposób Tess Gerritsen, Wayward Pines, Alex Kavę, Chattama, a teraz islandzki thriller – Sigurdardottir Yrsę.

Przystanek Islandia

Polecam obejrzenie grafik w googlach – hasło Islandia.

I kilka linków ku pamięci.

Z muzyką w tle: http://www.muzykaislandzka.pl

O (braku) przestępczości – http://natemat.pl/80609,islandia-kraj-bez-wiezien-co-zrobic-z-morderczynia-gdy-nie-ma-dla-niej-celi

Około 200 więźniów – mniej więcej tylu osadzonych znajduje się obecnie w Islandii. Jeszcze niedawno ten kraj w ogóle nie potrzebował Zakładów Karnych, choć od czasu do czasu i tam dochodziło do przestępstw. Co zatem Islandczycy robili ze skazańcami? Odpowiedź na to pytanie znajdujemy w najnowszej książce Hannah Kent pt. „Skazana”.
Inspiracją do jej powstania była prawdziwa historia. Oskarżona o współudział w morderstwie Agnes Magnúsdóttir była ostatnią osoba w Islandii, na której wykonano wyrok śmierci. Agnes Magnúsdóttir usłyszała wyrok śmierci w 1829 roku, czyli w czasie, gdy w Islandii nie było jeszcze Zakładów Karnych, a więźniów wysyłano za granicę. Tam byli przetrzymywani, a w razie potrzeby, również zabijani. Tym razem jednak było inaczej. Władze zdecydowały się wykonać karę śmierci na terenie Islandii, lecz nie ustalono dokładnego miejsca i terminu egzekucji. Do tego czasu zaś, morderczyni miała oczekiwać na wyrok pod jednym dachem ze zwykłą, islandzką rodziną. 

Jak to możliwe, że w Islandii jeszcze do niedawna nie było więzień, a dziś jest ich jak na lekarstwo?

– Gdybym miał czapkę niewidkę, to nie wiem czy mój system moralny byłby na tyle silny, aby przynajmniej raz w roku nie dokonać napaści na jakiś bank. Pewnie wspaniale bym wówczas żył – stwierdza enigmatycznie socjolog. Co ma na myśli? Otóż przestępczość rozwija się tam, gdzie ludzie nie są identyfikowalni. To właśnie w dużych skupiskach społecznych, wielkich miastach, ludzie mają poczucie anonimowości i wydaje im się nieraz, że mają czapkę niewidkę. To zaś popycha ich do popełniania przestępstw. – mówi socjolog i znawca problematyki więziennictwa Paweł Moczydłowski.

– Człowiek mieszkający w dużym skupisku nie czuje się częścią społeczności, nie jest przywiązany do miejscowego środowiska. – Stopień anonimowości określany jest przez wielkość przestrzeni. Islandię zamieszkuje zaledwie 320 tysięcy ludzi, skupionych w ośrodkach miejskich. – Tamtejsze społeczeństwo przypomina w pewnym sensie społeczności pierwotne, które zdawały sobie sprawę z potrzeby bycia razem, gdyż w przeciwnym razie, trudno byłoby im poradzić sobie z warunkami naturalnymi

– Islandczycy, podobnie jak mieszkańcy Norwegii wychodzą z założenia, że kary nie mogą być zbyt surowe, bo skazany to przecież syn znajomych, albo znajomych moich przyjaciół. Uważają, że przemoc państwowa pozostaje przemocą i powinno jej być tylko tyle, ile trzeba.

w liczącym nieco ponad 300 tysięcy mieszkańców kraju, znajduje się aż 90 tys. sztuk broni. Pomimo to, tamtejsza policja nie odnotowuje przestępstw z jej użyciem.

Niewiele jest krajów na świecie, w których tak wiele osób posiada broń palną. Jak to możliwe, że w USA każdego dnia dochodzi do rozlewu krwi z jej użyciem, a w Islandii, gdzie broni jest równie dużo, zjawisko to nie istnieje? To postanowił sprawdzić Amerykanin Andrew Clark, który napisał na ten temat prace magisterską. Spędził kilka tygodni na wyspie i nie wierzył w to, co widział,

Najważniejszym czynnikiem wpływającym na brak przestępczości w Islandii jest brak wyraźnych różnic społecznych. 97 procent Islandczyków określa się jako „klasa średnia” lub „pracująca”. Zaledwie jeden procent mieszkańców żyje w gorszych warunkach. To powoduje, że nie dochodzi miedzy nimi do napięć a tym samym przypadków przestępczości. Równie ważnym czynnikiem jest to, że w Islandii praktycznie nie ma problemu narkotyków. Według danych ONZ z 2012 roku, kokainę, amfetaminę lub ekstazy zażywa mniej niż jeden procent mieszkańców wyspy.

Życie w Islandii przebiega zatem na tyle spokojnie, że tamtejszy system sprawiedliwości po prostu nie potrzebuje więzień. Nie byłoby kogo do nich wsadzać, gdyż przestępczość jest tak marginalnym zjawiskiem, że policjanci na co dzień nawet nie noszą ze sobą broni.

O islandzkiej wełnie: http://miniiceland.com/niezwykle-owce/

Owce na Islandii pojawiły się pod koniec IX w. wraz z przybyciem na wyspę pierwszych Wikingów. Od tamtej pory, nigdy nie były krzyżowane z żadną inną rasą. Islandczycy dbają o endemiczność tego gatunku do tego stopnia, że objęli wyspę całkowitym zakazem wwożenia zwierząt. Nawet osobniki, które urodziły się tutaj, a w wyniku różnych okoliczności musiały opuścić wyspę, nie mogą już na nią powrócić. Zakaz ten dotyczy również wszystkich innych gatunków, nawet gdyby był to domowy pupil.

Wyjątkowość islandzkich owiec polega nie tylko na ich rodowodzie, ale przede wszystkim na unikatowej wełnie, którą uzyskuje się z ich runa. Intensywne deszcze, silne wiatry i gwałtowne zmiany pogody, wykształciły u nich zdolność do wytwarzania dwóch rodzajów włosia. Zewnętrzne, zwane po islandzku tog jest długie i sztywne, nasączone naturalnym tłuszczem, a ich zadaniem jest ochrona przed atakami aury. Wewnętrzna sierść – thel, to krótkie, miękkie i przytulne włókna, które służą jako ogrzewacze i poprawiacze nastroju. Przez lata dziewiarki oddzielały poszczególne runa, tworząc z togu silne nicie, płótna, liny, sznurki i inne wytrzymałe materiały, a z thelu produkowały delikatną bieliznę i odzież. Na początku XX wieku, zaniepokojone rutyną, postanowiły poeksperymentować i połączyły te dwa rodzaje włókien obluzowując przy tym nieco sploty. Okazało się, że odzież wykonana z takich włókien, cechuje się niezwykłymi właściwościami użytkowymi i grzeje jeszcze mocniej niż dotychczas.

Robienie na drutach na Islandii ugruntowało się stosunkowo późno, bo dopiero w XVI w. Zwyczaj ten przywędrował z północnej Europy i Anglii i szybko rozprzestrzenił się na całej wyspie. Dziergały nie tylko kobiety, ale również mężczyźni, mieszkańcy farm, banici, wieśniacy i mieszczanie. Podczas długich, zimowych wieczorów jedna osoba czytała na głos Sagi, a pozostałe wykonywały różnego rodzaju ręczne robótki. Robienie na drutach jest do teraz istotną częścią islandzkiej kultury. Od siódmego roku życia dzieci uczą się podstaw w szkolnej ławce, a na Akademii Rolniczej w Hvanneyri można studiować kierunek: „Hodowla owiec oraz metody wyrobu wełny, przędzenia i dziergania”. Na Islandii nikogo nie dziwi polityk w wełnianym swetrze, sprzedawca z drutami w rękach i z koszyczkiem pełnym wełnianych motków na kolanach, czy nawet muskularny mężczyzna umilający sobie dzierganiem oczekiwanie na autobus.

A wełnę islandzką można kupić/wzór lopapeysa podpatrzeć tu: http://miniiceland.com/twoj-lopapeysa/

I jeszcze to warto wiedzieć: http://miniiceland.com/jak-rozpoznac-prawdziwego-lopapeysa/

Wzory lopi nie w moim guście, ale sama wełenka może być ciekawa…

Czas. Czasu ciągle za mało. Lepiej spokojniej niż stresowo. Chciałoby się więcej, czasem szybciej, żyć, widzieć, doświadczać. Nowa lustrzanka, bo zdjęcia gdzieś tam, patrzenie kadrami częstsze niż nacisk migawki. Co by nie mówić, nowe cacka ułatwiają sporo rzeczy. Daleko, dalej. Powrót do słów. Umiejscowienie w czasie i ludziach, godzenie. Nieudolne, nie takie jak by się chciało, niedoskonałe. Uczę się dziękować. Za każdy dzień. Nawet za ten wicher i listopadową szarugę. Krzyk gęsi we mgle. Gwiazdy w nocy. Sikorka podnosząca liście dzióbkiem. Skrzek sójki. Płacz kota za wyjściem na dwór. Gadanie ognia w kuchni. Spokojny oddech. Piękne zdjęciowe mmsy od TŻta. Doceniam. Staram się. Żyję inaczej. Dostosowuję się. Ani lepiej ani gorzej. Bywa smutno i czegoś brak. Książki na przetrwanie czy jako ucieczka? Może uzależnienie od czytania i pracy. A gdyby tak inaczej? Nie wiem. Tęsknię za zdjęciami i cholernie brak mi dobrego aparatu, z którym nie muszę walczyć o balans bieli, kontrast , ostrość i jasność. I monitora do grafiki. Taka prawda, kasy brak. Choć może wydałabym ją, gdybym miała, na naprawdę wszystkich drewnianych płotów. I kilka innych ważnych rzeczy. Nie, nie na podróż na islandzką wysepkę z jednym domkiem. Szukam przebłysków szczęścia na wyciągnięcie ręki. Przymglone kompozycje barw. Kolory wciąż tu są, czy to sutasz, biżu, decu, włóczki czy kadry w głowie. Może to jest wspólne. Może jednak magia wciąż jest. Choć słowo wyświechtane, słowo-klucz-wytrych. Układam kolory widzenia świata. Jeśli budzą w kimś dobre emocje, pojawia się kolejny przebłysk czegoś ciepłego, dobrego, i ogrzewa od środka. Gdzie w tym ludzie? Są. Dziwny ten listopad.

Reklamy

Informacje o sistermoon sisart

Świat fotografii, decoupage, biżuterii i kotów. Wymyślam i tworzę :) Strona autorska: www.sistermoon.art.pl
Ten wpis został opublikowany w kategorii druty, dzianina, Polecenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s